Powrót do aktualności

Wrzesień 2018

dodano 23.10.2018

We wrześniu na giełdach mieliśmy utrzymany status quo – amerykańskie indeksy ustanawiają nowe maksima, niemiecki DAX się przygląda, a w Polsce dominuje umiarkowana podaż. Wszystkiemu towarzyszy zwiększona zmienność, będąca w dużej mierze pochodną rosnących napięć na linii Pekin-Waszyngton. Prezydent USA Donald Trump, zgodnie z zapowiedziami, zdecydował w połowie września o nałożeniu ceł na chińskie towary o wartości US$200mld. Stawka 10% zacznie obowiązywać od 24 września, jednak pozostanie w mocy tylko do końca bieżącego roku. Począwszy od 2019 roku wzrośnie do 25%. Prezydent Trump zagroził też, że w razie działań odwetowych Chin nałoży też cła na pozostałą część importu USA z Chin, a więc towary o wartości US$267mld. Ponadto wyższa stawka zostanie wprowadzona zdecydowanie szybciej. Chiny jednak nie przestraszyły się gróźb i natychmiastowo odpowiedziały na amerykańskie działania podwyższając do 10% stawki na towary z USA o wartości US$60mld. Patowa sytuacja trwa więc w najlepsze i żaden z przywódców nie chce z tej batalii wyjść na „słabszego” zważywszy, że obaj aspirują do miana „najpotężniejszej” osoby na świecie. Wzrost protekcjonizmu i obaw o skalę spowolnienia globalnej wymiany był głównym powodem spadku przemysłowego wskaźnika PMI zarówno w Strefie Euro, jak i w Polsce. Zamówienia eksportowe w eurolandzie spadły poniżej 50 punktów po raz pierwszy od czerwca 2013 roku, natomiast w Polsce – od 2014 roku. Oczywiście przemysł nie jest „całą gospodarką” i wyznacznikiem wzrostu PKB, jednak spowolnienie w tym obszarze wskazuje, że wojna handlowa USA-Chiny ma swoje przełożenie również na kraje które teoretycznie nie są w nią zaangażowane.

Na polskiej giełdzie ponownie najsilniejsze okazały się spółki paliwowe. To pewnego rodzaju zaskoczenie, zważywszy na obserwowany we wrześniu spadek marży rafineryjnej (potwierdzony miesięcznymi raportami PKN Orlen oraz Lotosu). Dynamicznie rosnące ceny ropy, napędzane obawami o spadek podaży surowca z Iranu i Wenezueli, odciskają swoje piętno głównie na spółkach paliwowych nie posiadających znacznego segmentu wydobywczego (jak PKN). To trudne otoczenie makro dla tych podmiotów, więc z pewną dozą nieufności należy podchodzić do ewentualnych dalszych wzrostów notowań, jeżeli nie będzie towarzyszyć temu poprawa marży. Pewnym wsparciem okazała się natomiast energetyka, która od początku roku jest, obok budownictwa i chemii, najsłabszym segment. Rynek od wielu miesięcy obawiał się, że dynamiczny wzrost cen na rynku energii elektrycznej (napędzany wzrostem cen węgla i praw do emisji CO2) nie zostanie odzwierciedlony w trafie dla gospodarstw domowych i tym samym jego koszt przejmą na siebie grupy energetyczne. Prezesa URE, Maciej Bando, zasygnalizował jednak, że w sytuacji rosnących cen energii może być zmuszony zadbać o interesy przedsiębiorstw energetycznych przy ustalaniu wysokości taryfy G na 2019 rok. To oczywiście ryzykowne deklaracje przed wyborami, jednak dają wytchnienie sponiewieranym w ostatnich miesiącach notowaniom grup energetycznych.

Na globalnym rynku długu obserwujemy dalszy wzrost rentowności długich obligacji. Amerykańskie 10-latki podskoczyły do 3,1% i zbierają siły na wybicie do najwyższych poziomów od 2011 roku. We wrześniu FED, zgodnie z oczekiwaniami, podniósł stopy o 25 punktów bazowych do 2,0%-2,25%. W grudniu należy oczekiwać kolejne podwyżki o 25 pb (łącznie w 2018 r. będzie 4 x 25 pb), a jeżeli nie wydarzy się nic nieoczekiwanego kolejne 2-3 podwyżki w przyszłym roku – uzależnione od analizy stanu gospodarki. W Polsce sytuacja jest diametralnie różna. Rada Polityki Pieniężnej nie śpieszy się ze zmianami kosztu pieniądza, a niższe od oczekiwań odczyty wrześniowej inflacji (CPI i bazowej) mogą jedynie umocnić przekonanie RPP i rynku o braku konieczności podwyżki kosztu pieniądza w najbliższych miesiącach. Można zatem założyć, że rentowności naszych papierów będą mocno skorelowane z rynkami bazowymi, które podążają w kierunku normalizacji po kilku latach ultra-luźnych działań.

Powrót do aktualności