Powrót do aktualności

Grudzień 2018

dodano 14.01.2019

W 2018 roku Mikołaj okazał się niezwykle surowy dla inwestorów giełdowych. Zamiast słodyczy i łakoci otrzymali rózgi… i to największe od kilku lat. Grudzień mijającego roku był idealnym podsumowanie całego roku, który jeszcze w styczniu zapowiadał się przecież tak kolorowo. Jednak rynek okazał się okrutny a wiele indeksów, po grudniowej przecenie, flirtuje z przysłowiową bessą (czyli spadkiem notowań od ostatniego szczytu o co najmniej 20%).

Amerykańskie indeksy spadły w grudniu średnio o 9%, europejskie 7% a krajów Emerging Markets o 3%. Odwróciła się zatem zależność obserwowana w ostatnich miesiącach, gdzie najsilniejszymi indeksami były te amerykańskie a najsłabszymi z EM. Grudniowa przecena pogrzebała przy tym nadzieję na próbę ratowania całorocznych wyników a wiele indeksów zakończyła rok na kilkunastoprocentowych minusach. Wyjątkiem są oczywiście stany (S&P500 spadł „jedynie” o 7% oraz 5,2% po uwzględnieniu dywidend) oraz… Polska (WIG20 spadł o 7,5% oraz 5,4% po uwzględnieniu dywidend). Zupełnie od sentymentu rynkowego oderwała się Brazylia, której główny indeks iBovespa wzrósł o ponad 15%, głównie za sprawą wyborów prezydencki i dojściu do władzy Jaira Bolsonaro.

Nowy rok zaczynamy w słabych nastrojach – grudniowe odczyty przemysłowych indeksów PMI spadły w największych gospodarkach: w USA (ISM) z 59,3 pkt. do 54,1 pkt. w Niemczech z 51,8 pkt. do 51,5 pkt. a w Chinach z 50,2 pkt. do 49,7 pkt.. W Polsce sytuacja wygląda jeszcze słabiej gdzie indeks spadł z 49,5 pkt. do 47,6 pkt, co jest najniższym poziomem od 2013 roku. Globalni inwestorzy zdają się już mocno oswajać z faktem globalnego spowolnienia wzrostu gospodarczego i w dużej mierze dostosowują wyceny rynkowe do tego faktu. Kolejne tygodnie/miesiące powinny w mediach przebiegać pod chwytliwym hasłem „hamującej gospodarki i możliwej recesji”, jednak warto obserwować działania Banków Centralnych, które mogą być coraz bardziej gołębie w obawie przed powrotem do niemrawego wzrostu gospodarczego. Również przywódcy Chin i USA mogą być mniej skorzy do działań protekcjonistycznych, które tylko pogłębiają spowolnienie. W naszej ocenie obecne wyhamowanie wzrostu PKB należy jednak traktować jak „naturalny powrót do średniej”, po stymulacyjnym 2018 roku w USA. Tym samym bankierzy centralni na razie powinni dosyć niechętnie podchodzić do istotnej zmiany retoryki, aby dać gospodarce szansę na samo-dostosowanie. Ponadto, nagła zmiana tonu mogłaby jeszcze bardziej przestraszyć inwestorów, iż za rogiem rzeczywiście czai się recesja.

FED w grudniu podniósł zgodnie z oczekiwaniami stopy o 25 punktów bazowych (przedział 2,25%-2,50%), ale zmienia podejście do podwyżek w 2019 roku z trzech sygnalizowanych we wrześniu do dwóch. Zgodnie z komunikatem kolejne podwyżki będą spójne z trwałym wzrostem gospodarczym, mocnym rynkiem pracy i inflacją w okolicach 2% w średnim terminie. Prezes Powell zasygnalizował ponadto, iż obecne stopy są nieznacznie poniżej „neutralnego” poziomu, który wynosi 2,50%-3,00%. O ile komunikat po posiedzeniu pozostał w tonie jastrzębim, o tyle konferencja już pokazała, że FED pozostaje wyczulony na napływające dane, odchodząc od autopilota odnośnie polityki monetarnej.

W reakcji na „gołębią podwyżkę” amerykańskie indeksy zaczęły się dynamicznie osuwać (3% od dziennych szczytów) a amerykańskie rentowności 10-cio letnie straciły prawie 10 punktów bazowych (spadek z 2,83% do 2,75%). Rynek zupełnie nie wierzy w dwie podwyżki stóp w 2019 roku a co więcej, rynek zaczyna coraz bardziej obstawiać obniżkę pod koniec 2019 roku. Granie na taki scenariusz zakłada duże spowolnienie w amerykańskiej i światowej gospodarce, co oczywiście wspiera dług i szkodzi akcjom. Korzystają na tym również krajowy papiery skarbowe które w ostatnim miesięcy roku okazał się niezwykle silne. Rentowności 10-cio letnich obligacji spadły z 3,05% do około 2,80%, co jest spójne ze spadkiem amerykańskich odpowiedników (z 3,05% do 2,70%). Większy spadek rentowności w krajach rozwijających się zanotowała w grudniu jedynie Brazylia (75 pb.) oraz Meksyk (48 pb.). Niemniej ich papiery skarbowe notowane są na znacznie wyższych rentownościach, odpowiednio 10% i 9%, co w pewnym stopni zniekształca siłę umocnienia.

Dla rynku ropy niezwykle ważny był zaplanowany na początek grudnia szczyt państw OPEC i ich sojuszników (w tym Rosja). Mieli oni omówić możliwość ograniczenia podaży ropy na światowych rynkach w celu ustabilizowania cen czarnego złota. Innego zdania był Donald Trump (USA nie należy do OPEC), który zaapelował, aby nie zmniejszać wydobycia i utrzymać niskie cen ropy które są korzystne dla wzrostu gospodarczego w krajach rozwiniętych. Arabia Saudyjska, jako nieformalny przywódca OPEC nalegała natomiast na Rosję, aby znacząco obniżyć wydobycie surowca i uniknąć nadpodaży. Ostatecznie ograniczono wydobycie surowca o 1,2 mln baryłek dziennie co było wyższą wartością niż oczekiwania rynku, które kształtowały się w granicach jednego miliona. Rynek przyjął te ustalenia z optymizmem, jednak nie trwały one długo. Obawy o dalszy wzrost gospodarczy i sytuację związaną z wojną handlową pomiędzy dwoma największymi mocarstwami doprowadziły do dalszych spadków na rynku ropy. Ostatecznie ropa WTI staniała w całym 2018 roku o 25% a Brent o 20%.

Powrót do aktualności